Przyznaje się bez bicia, nie oglądałem żadnej z debat przedwyborczych między twarzami kampanii trzech partii które uzyskują najlepsze wyniki w przeprowadzanych sondażach. Jednak odbiły się one głośnym echem w mediach i społeczeństwie, są komentowane w programach publicystycznych, na łamach większości gazet, nawet podczas spotkań towarzyskich zwykłych ludzi. Tylko gdyby ktoś mógł mi wytłumaczyć, o co tyle szumu? Bo z tych informacji które do mnie dotarły, wynika że politycy którzy w nich wystąpili bardziej byli zajęci pokonywaniem siebie nawzajem, niż prezentowaniem swojego programu. Słyszałem od jednych że wygrał ten, od drugich że tamten, a trzeci mówią że był remis, czasem z tak zwanym “wskazaniem”… aż zaczynam się zastanawiać czy by tego nie zacząć obstawiać u bukmachera. Ale poważnie do sprawy podchodząc, co mnie obchodzi kto wygrał, czyli kto był bardziej elokwentny, kto wyprowadził przeciwnika z równowagi, znalazł celniejszą, śmieszniejszą ripostę, kto komu zadał trudniejsze pytanie? O ile się nie mylę, to powinniśmy wybierać tego kandydata na posła, który oferuje najlepsze rozwiązania dla kraju i dla regionu, a nie najlepszego krasomówce. A jednak obserwując ewolucję kampanii wyborczych, widać że nie zmierzają one w porządanym kierunku. Większe znaczenie odgrywa wizerunek i PR niż proponowane rozwiązania systemowe. Czyż nie jest to jednak cechą współczesnej demokracji? Szczególnie że czwartą władzę, która ma duży wpływ na opinię publiczną, mało obchodzą programy partii i poglądy kandydatów, one są zbyt nudne żeby przyciągnąć masy, potrzebna jest dynamika, gorące wiadomości, ostre języki. Widownia szczególnie jest zadowolona, gdy demagogię uprawia się pod pozorami merytorycznej (ostatnio popularne słowo) dyskusji, ponieważ daje to pozory wyrafinowania.
Wszystko to prowadzi mnie do przemyśleń na temat racjonalności wyborców. Jaki procent spośród nas, głosujących, świadomie popiera partie tożsame z naszymi poglądami? Obawiam się, że niewielu… Wystarczy wziąć pod uwagę kilka najistotniejszych czynników wpływających na decyzje ludzi którzy pójdą do wyborów: głosowanie negatywne (wybieram daną partię, bo jestem przeciwny innej), przywiązywanie dużej wagi do wizerunku liderów, zasada straconego głosu (głosowanie na partie mające wysokie wyniki w sondażach, aby nie “stracić” głosu na te które wyniki w sondażach mają słabe), podatność na demagogię. Dlatego wpadł mi do głowy pomysł/pytanie. Jaki byłby wynik wyborów, gdyby zamiast nazwisk, na kartach do głosowania pojawiłyby się programy poszczególnych partii, oczywiście niepodpisane i w losowej kolejności? Jak bardzo wynik ten różniłby się od tego który poznamy po 21 października?
I wreszcie pytanie najważniejsze. Czy jeśli zasada racjonalności wyborcy zostaje tak mocno naruszona w praktyce, to nie podważa to zasadności demokracji, lub przynajmniej pięcioprzymiotnikowych wyborów?
*batty /’bætı/ adj infml kopnięty, stuknięty, szurnięty infml; to go batty wariować fig