Dzień Wszystkich Świętych. Od zawsze go lubiłem. Jedyny chyba dzień w roku, gdy cmentarze wyglądają tak pięknie, pełne kwiatów i płonących zniczy, zanurzone w jesiennej aurze purpurowo-złotych liści. Noc co prawda chowa te kolory za kotarą ciemności, ale setki światełek spowite ciszą i mrokiem dają wtedy niesamowite wrażenie. Odwiedziny na grobach rodziny i znajomych, oprócz wrażeń estetycznych jakich przynajmniej mi dostarczają, zawsze są świetną okazją do rozmów o przeszłości, a często zdarza się także spotykać dawno nie widzianą familię, która przyjeżdża z dalekich stron, by uczcić pamięć zmarłych. Nie jeden raz mogłem dowiedzieć się ciekawych faktów dotyczących moich bliższych, jak również dalszych krewnych, zarówno tych którzy już odeszli, jak i tych którzy są wśród nas.
Są to ważne aspekty 1 listopada, ale jednak nie najważniejsze. Sednem jest pamięć o naszych przodkach. Dzień ten pozwala zatrzymać się na chwilę w tym zabieganym świecie i pomyśleć właśnie o nich. To oni, nasi dziadowie i pradziadowie, pozwalają nam odnaleźć swoją tożsamość. Wydaje mi się, że współcześnie jest pewnego rodzaju trend do życia teraźniejszością i patrzenia w przyszłość, jakby odrzucając przeszłość. Dąży się do unifikacji ludzi i społeczeństw. O tym mówił między innymi Ryszard Kapuściński, wskazując na dwa przeciwstawne kierunki: globalizacja i kosmopolityzm z jednej strony, a próba zachowania tożsamości i kultury z drugiej, które ścierają się ze sobą. I to nie tylko teoretycznie, ale także na naszych oczach, co więcej, w nas samych! Na przykład walentynki, czy halloween to sympatyczne obyczaje, ale nie są „nasze”. Mamy tyle „swoich” zwyczajów, że nie potrzebujemy inkorporować nowych, szczególnie że głównym ich celem jest zarabianie pieniędzy… Dlatego ważne jest żebyśmy nie zapominali o tradycji i historii. Pielęgnujmy kulturę z której się wywodzimy, aby nie było tak, że kiedyś nasze dzieci na dzień pierwszego listopada będą stawiać znicze na jej grobie.