Na pytanie kim czuje się bardziej, kierowcą rajdowym, czy Polakiem, Robert Kubica odpowiedział, że tym pierwszym. Mozna by złośliwie napisać, że tego można się spodziewać po osobie, która skończyła edukację na pierwszej klasie liceum. Nie chodzi jednak o wykpiwanie kogokolwiek. Niestety na podobnie zadane pytanie spora część narodu odpowiedziałaby podobnie jak Robuś. Czemu tak się dzieje? Aby odpowiedzieć na to pytanie trzeba, moim zdaniem, zacząć od innego, a mianowicie co znaczy być Polakiem?
Zdaje się, że silnie odcisnęła swoje piętno w ludzkich umysłach propaganda komunizmu. Ciężko było jej nie ulec, a dobrze podsumowuje ją postawa premiera Donalda Tuska, który przed dwudziestu laty mówił, że “polskość to nienormalność”. Po prostu starano się wmówić społeczeństwu, że jest to historyczno-martyrologiczny garb. Niestety to podejści, o dziwo, trwało również długo po transformacji ustrojowej. Chłopi idący z kosami na bagnety; kawaleria szarżująca na armaty czołgów; obdarci i brudni partyzanci itp. . Polacy byli przedstawiani jako romatyczni wojacy, przy tym bohaterscy do granic głupoty i upodleni. Przejawy patriotyzmu często były uznawane za niebezpieczne, grożące faszyzmem. Eksponowano zakłamaną historię pogromu kieleckiego, wydarzeń w Jedwabnem, domniemanej kolaboracji Polaków z Niemcami w czasie II wojny światowej itd. . Ponadto przyczepiono nam łatkę antysemitów, co jest kompletnym absurdem. Skrajnym przykładem tego nurtu jest książka “Malowany Ptak” Kosińskiego, uznawana za opowiadającą autentyczne przypadki, a będącą projekcją chorej wyobraźni autora.
Z historią się rozprawiono, a co z teraźniejszością? Odwraca się kota ogonem. Z tego, z czego możemy być dumni, robi nam się zarzut. Chodzi mi o to, że Polska pozostała krajem, co by nie mówić, wiernym tradycyjnym wartościom i katolickim. Trzeba przyznać że to dzięki przywiązaniu do rodziny i kościoła i wokół tych instytucji przetrwał nasz naród ponad 100 lat rozbiorów, wojnę, komunistyczną okupację. Zamiast chwalić, grzmoci się nas po głowach słowami-pałkami: nietolerancyjni, zdewociali, zasciankowi, ciemnogród. Co jakiś czas mówi się o ogromnych zagrożeniach jakimi są: homofobia, patriarchat, dyskryminacja, antysemityzm, sugerując wręcz, że wysysamy te rzeczy z mlekiem matki (sic!). Oczywiście wyolbrzymiając faktyczny stan, lub wręcz opierając się na kłamstwie.
Za tak urobioną polskość podstawia się substytut – europejskość. Jesteśmy Europejczykami! Weszliśmy do Europy! Oczywiście tej Europy opartej o trzy filary: filozofię Rousseau, sprawiedliwość społeczną i moralność postępową. Porównuje się nasz kraj do zachodniej części kontynentu i stwierdza, że tam jest lepiej. Jest to prawda oczywista, ale ciężko, żeby było inaczej, z uwagi na przejścia historyczne, szczególnie w ostatnim stuleciu. I tak dochodzi się do wniosku, że nie trzeba budować tej Polski, skoro można stać się cząstką zbudowanej już Europy.
Ten obraz polskości funkcjonuje w ludziach, utwierdzany przez “autorytety”. I być może z takim obrazem nie chcą się ludzie identyfikować, więc nie czują się zbytnio Polakami, jeżeli czują się nimi wogóle.
Nadzieja, nie bezpodstawna, w przyszłych pokoleniach.