Z prądem

luty 23, 2008

Soc-edukacja

Kategoria wpisu: Bez kategorii — paniks @ 10:36 przed południem

Państwowa edukacja została wprowadzona stosunkowo niedawno, można wręcz przyjąć, że to swego rodzaju eksperyment. Dla nas, współcześnie żyjących, wydaje się to być normą, a na kwestionowanie tego patrzy się raczej krzywo, ale podobnie jak pieniądz nie powiązany z żadnym kruszcem, jest to jeden z większych społecznych eksperymentów, gdzie my jesteśmy królikami doświadczalnymi. Edukacja publiczna była postulowana od początku przez wszelkiej maści socjalistów, rozpoczynając niewinnie, od kształcenia na poziomie podstawowym, kończąc na upaństwowieniu uniwersytetów. Moim zdaniem, zauważalne są poważne wady tego rozwiązania, oto niektóre z nich:

1. Nauczyciele. Spora ich część się do nauczania po prostu nie nadaje. Niestety panujący socjalizm uniemożliwia ich ewentualne zwalnianie. Ponieważ zarobki są marne, wielu którzy mogli by być wybitnymi pedagogami, podejmuje się innej pracy, a Ci którzy się za nauczanie cudzych dzieci zabierają, łatwo mogą stracić motywację. Najgorzej jest w pierwszych latach nauki, ponoć najważniejszych, rodzice nie mają większego wpływu na to na kogo ich pociecha trafi, więc zależy to głównie od przypadku.

2. Przymus szkolny. Jeżeli będzie się on zaczynał tak wcześnie jak planuje ministerstwo, to każda osoba będzie miała obowiązek nauki przez 12 lat (sic!). No cóż, zdaje mi się, że opanowanie podstawowych wiadomości i umiejętności może zająć około 6 lat. Niektórzy w tym momencie osiągają szczyt swoich możliwości, inni po tym okresie woleliby się poświęcić karierze sportowej, muzycznej, czy jakiejkolwiek innej. Dlaczego zmusza ich się do zaliczania gimnazjów? Nie wiem. Zdaje się jednak, że naukę w gimnazjum, czyli do 16 roku kontynuowałoby sporo osób. Natomiast na naukę w szkole średniej, gdyby nie była państwowa, nie wiem czy (ze względu na predyspozycje i umiejętności) załapałaby się połowa obecnie tam uczęszczających i to chyba wystarczy za komentarz. Dodatkowo można stwierdzić, iż tam gdzie nauka nie jest przymusowa, dzieci bardziej się do niej przykładają i bardziej im na niej zależy.

3. Koedukacja. Koedukacja ma miejsce przez cały okres nauki (z wyjątkiem zajęć wychowania fizycznego). Jest to wynikiem trzymania się mitu, że obie płcie są sobie równe pod każdym względem. Każdy myślący człowiek wie, że tak nie jest. Moim zdaniem, chłopcy i dziewczęta powinni być w oddzielnych klasach, co umożliwiłoby dostosowanie programu do ich możliwości. Ponadto w okresie dojrzewania, łatwiej zachować dyscyplinę wśród młodzieży w klasach nie koedukacyjnych.

4. Wyrównywanie. Ma ono miejsce głównie w pierwszych latach edukacji. Jak wiadomo, niektórzy ludzie są bystrzy ponad przeciętną, inni poniżej przeciętnej. To samo tyczy się dzieci. I o ile w liceach i gimnazjach jako tako znajduje to odzwierciedlenie poprzez istnienie szkół lepszych i gorszych, klas profilowanych i rekrutację na podstawie umiejętności, o tyle w podstawówkach panuje wyrównywanie, czyli mieszanie osób o różnych predyspozycjach. Dlaczego w gimnazjum i szkołach średnich się to toleruje (co więcej, jest to pożądane), a w szkole podstawowej nie? Poszkodowani są głównie zdolni najbardziej i najmniej. Pierwsi mogli by iść z materiałem szybciej, ale muszą czekać na resztę, co powoduje jedynie rozleniwienie. Drudzy nie nadążają za materiałem i w wyniku tego będą do tyłu coraz bardziej i bardziej, gdyż nie zdążą opanować jednego zagadnienia, a już nadchodzi kolejne.

5. Funkcja publicznej edukacji. Otóż dla mnie, podstawową funkcją szkoły (jako instytucji) jest nauka. Okazuje się, że nie koniecznie. Wydaje się, że podstawowym zadaniem szkoły staje się wychowywanie i przystosowywanie (bezstresowe i postępowe oczywiście). Moim zdaniem dzieje się to z jednej strony dlatego, że państwo tego chce, aby wychować obywateli według pewnego schematu, z drugiej strony musi, ponieważ ściągając z ludzi horrendalne daniny, zagania oboje rodziców do pracy, a dzieci stają się słomianymi sierotami, którymi ktoś się musi zająć.

Czy jesteśmy skazani na szkoły publiczne? Na taki interwencjonizm państwowy w tej dziedzinie? Jeśli chodzi o mnie, to mam nadzieje, że nie. Pierwszym krokiem jest uświadomienie sobie, że coś takiego jak bezpłatna edukacja nie istnieje, za wszystko płaci się z naszej kieszeni, kieszenie podatnika, że za te pieniądze utrzymuje się sporo urzędasów, którzy są zupełnie zbędni, że sporo tej kasy jest zwyczajnie marnotrawione, i że to co w rękach prywatnych, co do zasady funkcjonuje lepiej, niż gdyby było w rękach państwa. Uzmysłowienie sobie tego przez społeczeństwo, mogłoby pociągnąć łańcuch wydarzeń, który przyniesie pozytywny skutek. Czy tak będzie? Nie wiem.

luty 17, 2008

2+

Kategoria wpisu: polityka — paniks @ 10:24 przed południem

Minęło już trochę czasu jak władzę przejęła ekipa PO-PSL pod batutą premiera Tuska. Moje pierwsze wrażenia są takie, iż podobnie jak poprzednicy, tak i ten rząd jest do swej roli nieprzygotowany. Ponieważ partie są sponsorowane w dużej mierze z budżetu państwa (czyt. z naszej kieszeni), to można by oczekiwać, że jeśli pretendują do zajęcia miejsc w ławach poselskich i senatorskich, to gdy im się to uda, wtedy z zapałem zaczną realizować zawczasu przygotowane projekty, szczególnie w przypadku naszego kraju, który zdecydowanie wymaga reform. Niestety politycy martwią się przede wszystkim o to by zostać wybranymi, przez co nie mają czasu i środków (wybory w demokracji to drogi spass), aby przygotować się na ewentualne zwycięstwo, więc wszelkie konkretne projekty zmian powstają już po objęciu stołków w ministerstwach, komisjach, radach… Platforma szła po wygraną pod sztandarem liberalizmu, z hasłami cudu gospodarczego i drugiej Irlandii na ustach. Okazuje się, że nawet nie mieli projektu budżetu, więc przyjęli PiSowski. Sytuacja w ochronie zdrowia utkwiła w martwym punkcie. Podatek liniowy chyba przepadł gdzieś w trójkącie bermudzkim. Jedyne konkretne pomysły zdają się płynąć z ministerstwa edukacji. Jak można się było spodziewać po liberałach, którzy są przede wszystkim za wolnością od państwa i maksymalną swobodą obywateli, obowiązek szkolny zacznie się rok wcześniej niż do tej pory (sic!). Większą część czasu przewidzianego na prace w sejmie zabiera adaptacja przepisów i dyrektyw UE na grunt polskiego prawa, więc również w najbliższym czasie nie ma co się spodziewać żadnych znaczących reform. Może jakieś kosmetyczne zmiany, bo w końcu wzrost gospodarczy zaczyna zwalniać, co oznacza mniejszy wzrost wpływów do kasy państwa, więc będzie trzeba wyciągnąć trochę pieniążków z kieszeni Polaków, głównie na podwyżki dla tzw. budżetówki. Bo choćby premier Tusk posprzedawał wszystkie rządowe limuzyny i zrezygnował z usług BORowików całkowicie, to tylu miliardów z tego nie wygrzebie (co najwyżej kilka % w CBOS, GFK, czy TNS OBOP). Używając terminologii studenckiej, z pierwszego koła stawiam 2+ (plusik na zachętę, do wzięcia się do roboty).

listopad 30, 2007

Wujek dobra rada

Kategoria wpisu: społeczeństwo — paniks @ 4:49 pm

W wujka dobrą radę bawi się Unia Europejska. Ma ona na youtube swój własny kącik. Można tam znaleźć filmiki promujące np. pewne wartości, kampanie społeczne, czy filmy europejskie. Jeden z nich, mający zresztą ponad 4 miliony odwiedzin (najczęściej oglądany, bijący inne na głowę), pokazuje przez kilkadziesiąt sekund kilkanaście urywków scen łóżkowych wziętych z kontynentalnego kina (nie braknie tam także wątku homoseksualnego, a jakże by inaczej). To jednak nie on przykuł moją uwagę najbardziej.

 Znajduje się tam również (w tym kąciku na uetubie) materiał będący częścią kampanii przeciw AIDS. Nazywa się AIDS remember me? . Trwa prawie 4 minuty, a wnioski są proste:

  • zagrożenie AIDS rośnie,
  • ludzie są ignorantami jeśli chodzi o wiedze na temat tej choroby,
  • używanie prezerwatyw chroni przed zarażeniem się AIDS drogą płciową.

Otóż ogromne może być zdziwienie osoby, która zarazi się właśnie tą drogą, pomimo iż używała prezerwatyw. Jak wiadomo kondomy zabezpieczają przed zajściem w ciąże w około 95%, a cząsteczka wirusa jest duuużo mniejsza od plemnika. Jedyną 100% skuteczną metodą uniknięcia zarażenia się w ten sposób jest abstynencja seksualna, tudzież dla osób będących w długotrwałych związkach wierność jednemu partnerowi. Ale o tym się już w tej reklamówce nie mówi. Może i słusznie, w końcu 95% pozostawia tylko 1 szansę na 20, a trzeba by było promować konserwatywne wartości. Brrr…

listopad 24, 2007

Wiad(H)omości

Kategoria wpisu: społeczeństwo — paniks @ 4:21 pm

 Do nabycia jest tęczowy elementarz, napisany przez Roberta Biedronia. Wbrew temu co może sie nasuwać na myśl, nie jest to podręcznik do klas 1-3, lecz zwykła książka traktująca o homoseksualiźmie. Na szczęście, choć może już za jakiś czas będzie to lektura obowiązkowa w podstawówkach? Wyobraźmy sobie, że przychodzi do rodziców dziecko z kłopotliwym pytaniem “Dlaczego Kasia ma trzech tatusiów (co za różnica - 2, 3, a może 4), a ja tylko jednego?”.  I jak tu teraz wytłumaczyć szkrabowi, że rodzice nie są zbyt postępowi i preferują płeć przeciwną? Twardy orzech do zgryzienia, bo jeszcze coś człowiek chlapnie ozorem i pociecha, niczym współczesny Pawlik Morozow, przekaże w szkole wychowawcy relację  z rozmowy. Ten (lub ta) z kolei zdiagnozuje homofobię i doniesie państwu. Problemy z prawem gotowe. Science fiction? Ostatnio w Szwecji nakazano prywatnej szkole katolickiej, by zaprzestała nauczania, iż homoseksualizm to grzech i by dostosowała program nauczania do obowiązującej polityki walki z dyskryminacją. Czekać tylko, aż tego typu pisma zaczną być kierowane do rodziców. Może nawet lepiej, czemu nie zaapelować do Watykanu, by zmienił kwalifikację religijną pederastii?

 Z takiego obrotu spraw ucieszyłby się krytyk filmowy - Tomasz Raczek, który to niedawno “ujawnił się”. Okazało się, że… nie, niestety nie to że jest agentem w służbie jej królewskiej mości 008, lecz że po prostu jest zwykłym gejem. Czyżby ktoś poczuł się zapomniany i zapragnął darmowej reklamy? Nie można było trafić z takim wyzwaniem gorzej. Na nieszczęście, dla Pana Raczka nieboraczka, homoseksualizm okazuje się być dość pospolity. Ostatnio na wybrzeżu pojawiły się plakaty które zadziwiły pewnie nawet kibiców Arki i Lechii. Widniały na nich twarze, a obok napisy typu “Jestem lekarzem. Jestem gejem. Leszek, Sopot Wyścigi”, “Jestem emerytką. Jestem lesbijką. Irena, Gdańsk Wrzeszcz” i informacja “w Trójmieście jest nas 30000″. Szkoda tylko, że buzie z posterów należą do tzw. heteryków wziętych zapewne z agencji reklamowych. Widać żaden homoś z tej liczebnej rzeszy się na plakat nie nadawał, albo się może wstydzili (jak wiadomo, to bardzo wstydliwa spoleczność).

 Jeśli jednak stęskniliście się za facjatami prawdziwych gejów i lesbijek, to mam wspaniałą wiadomość. Prawdopodobnie już za 2 lata odbędzie się w Polsce europejska parada homoseksualistów, których ma się zjechać nawet pół miliona. Kto wie, może parada zawędruje do naszych szkół i pod strzechy domów. Będzie radośnie, będzie kolorowo, będzie sprośnie, będzie gejowo!

listopad 18, 2007

Gazeta Wybiórcza

Kategoria wpisu: społeczeństwo — paniks @ 2:28 pm

 Zajrzałem na stronę GW, z ciekawości co tam ujrzę i z nadzieją, że to coś sprowokuje kolejny wpis na blogu. Nie zawiodłem się. Odrazu rzucił mi się w oczy link do artykułu pod tytułem: “Świr, Żyd, gej, Cygan nie będzie nami rządził” napisany przez wielce szanownego redaktora Piotra Pacewicza, współcześnie jednego z głównych ideologów michnikowszczyzny. No więc czytamy w tym artykule wnioski wyciągnięte na podstawie badania sondażowego, dotyczącego preferencji polaków co do pewnych faktów dotyczących ich szefów. Na szczęście Pan Pacewicz nie kryje prawdziwych zamiarów, pisze z grubej rury i to już w pierwszym zdaniu: “Szukaliśmy w badaniu uprzedzeń, które my, Polacy, skrywamy.”. Chodzi więc po prostu o udowodnienie na łamach Gazety Wyborczej po raz kolejny tezy, iż Polacy to naród nietolerancyjny (o czym pisałem poprzednio). No więc rozlewa się na nas morze pomyj, kpin, sarkazmu. Okazuje się, że dyskryminujemy wszystkich prócz  kobiet (”choć praktyka w firmach utrudnia im awans”), katolików (”Katolicyzm, nawet ostentacyjny, jest wciąż u nas atutem”), rodaków urodzonych w USA. Ofiarami naszych uprzedzeń są inwalidzi na wózkach (”Jeszcze się taki zaklinuje w windzie, nie podjedzie na krawężnik i trzeba będzie szefa podnosić…” - niesmacznie spekuluje autor), Jehowi i Ateiści (”Wiara szefa - wydawałoby się - rzecz prywatna: a niech sobie wierzy, w co mu się podoba. Ale nie w Polsce.”),  czarnoskórzy Polacy, a także ci pochodzenia żydowskiego, arabskiego, romskiego (”Biały Polak, katolik, może być nawet kobietą z USA… Ale śniady czy wręcz czarny? Nie.”; “uprzedzenia wychodzą na wierzch - nie będzie Żyd kierował Polakami.”), osoby po siedemdziesiątce (”To rodzaj polskich uprzedzeń, o którym mało się mówi. Za stary - nie nadaje się!”), geje i lesbijki (”Z sondażu wynika, że jest w nas, Polakach, coś więcej niż ten pakt milczenia. Są wrogość i wykluczanie.”), osoby karane (”Podobnie chrześcijańskie podejście mamy do ludzi, którzy popełnili kiedyś przestępstwo”) i byli pacjenci szpitali psychiatrycznych (”93 proc. rodaków uważa, że świr to świr. Do kierowania normalnymi Polakami nadaje się jeszcze mniej niż czarny, Żyd, Rom, a nawet - niż gej czy lesbijka.”).

 Po zapoznaniu się z wywodami Pana Piotra, zajrzałem do wyników badania przedstawionych w formie wykresu, w który trzeba było kliknąć, bo nie był dość duży, by móc go odczytać na stronie z artykułem. No i naszły mnie pewne wątpliwości co do profesjonalizmu ów sondażu. Po pierwsze, próba wynosiła zaledwie 500 osób. Być może z początku było ich tysiąc, ale wybrano pięćset najbardziej pasujących do tezy artykułu ankiet? Po drugie, możliwe były odpowiedzi tylko tak, lub nie, a brakło możliwości zaznaczenia *nie mam zdania, bądź nie ujęto takich odpowiedzi w wynikach, co mocno podważa ich wiarygodność. Brakuje mi również możliwości odpowiedzi: *w większość tak, *w większości nie (lub *raczej tak, *raczej nie),  co nie uskrajniałoby tak wyników. Po trzecie, pytanie jest sformułowane… dziwnie. Otóż brzmi ono tak: “Czy Twoim zdaniemPolacy zgodziliby się mieć szefa (…)?”. To znaczy mniej więcej tyle, że sonda pokazała nie to jacy są Polacy, ale jakie zdanie w danej kwestii mają Polacy, według domniemań innych Polaków. To że na przykład 100% Polaków toleruje osoby pochodzenia romskiego jako szefów, nie zmienia faktu, że 50% z nich może uważać, że inni tego akceptować nie będą. Po czwarte, jest to samonapędzający się artykuł, to znaczy po jego przeczytaniu, nabiera się przekonania co do danej tezy i w tym wypadku, przy tak zadanym pytaniu, ta sama sonda przeprowadzona po publikacji niniejszego tekstu wykaże jeszcze większe uprzedzenia. Jeżeli Gazeta Wyborcza, jedena z najpoczytniejszych i najbardziej opiniotwórczych gazet, bombarduje ludzi tekstami o fobiach i dyskryminacjach, to nic dziwnego, że w społeczeństwie panuje przekonanie o ich istnieniu i pomimo iż ludzie, gdyby chodziło i ich stosunek do sprawy, odpowiedzieliby “tak”, to na pytanie o stosunek ogólny całego narodu, odpowiedzą “nie” i kółko się zamyka. Po piąte wreszcie, co do zasady szefa się nie wybiera, i większości ludzi nie obchodzi czy to mężczyzna będący rodowitym Polakiem i katolikiem, czy czarnoskóra kobieta pochodzenia życowskiego, jeżdżąca na wózku inwalidzkim. Ważniejsze jest jakim jest szefem, jak traktuje podwładnych, a przede wszystkim ile płaci. Stąd też sama możliwość wyboru przedstawiona w badaniu jest wyimaginowana. Bo po prawdzie pisząc, to najlepiej być sobie samemu szefem i nie mieć nikogo nad sobą.

 Mnie interesowałoby inne badanie. Mianowicie takie, które pokazywałoby ile osób pomyśli, zastanowi się nad tym artykułem i jego wiatygodnością, tendencyjnością , a ile go bezkrytycznie przyjmie za prawdę oczywistą?

 Post scriptum

 Pana Pacewicza często widuje w programach publicystycznych, sądziłem że to dziennikarz przynajmniej przyzwoity. Ten tekst pokazał mi jego prawdziwe oblicze - żołdaka politbiura na usługach michnikowszczyzny. W tekście spotykamy się z tym wszystkim, czego spodziewać się możemy. Są oskarżenia o rasizm, homofobie, antysemityzm, obłudny katolicyzm, ogólną nietolerancję. Po prostu jeden wielki sofizmat, czyli stek bzdur, oparty na fałszywych założeniach, jak zwykle w Wybiórczej.

listopad 15, 2007

Polskość

Kategoria wpisu: filozowanie, społeczeństwo — paniks @ 7:25 pm

 Na pytanie kim czuje się bardziej, kierowcą rajdowym, czy Polakiem, Robert Kubica odpowiedział, że tym pierwszym. Mozna by złośliwie napisać, że tego można się spodziewać po osobie, która skończyła edukację na pierwszej klasie liceum. Nie chodzi jednak o wykpiwanie kogokolwiek. Niestety na podobnie zadane pytanie spora część narodu odpowiedziałaby podobnie jak Robuś. Czemu tak się dzieje? Aby odpowiedzieć na to pytanie trzeba, moim zdaniem, zacząć od innego, a mianowicie co znaczy być Polakiem?

 Zdaje się, że silnie odcisnęła swoje piętno w ludzkich umysłach propaganda komunizmu. Ciężko było jej nie ulec, a dobrze podsumowuje ją postawa premiera Donalda Tuska, który przed dwudziestu laty mówił, że “polskość to nienormalność”. Po prostu starano się wmówić społeczeństwu, że jest to historyczno-martyrologiczny garb. Niestety to podejści, o dziwo, trwało również długo po transformacji ustrojowej. Chłopi idący z kosami na bagnety; kawaleria szarżująca na armaty czołgów; obdarci i brudni partyzanci itp. . Polacy byli przedstawiani jako romatyczni wojacy, przy tym bohaterscy do granic głupoty i upodleni. Przejawy patriotyzmu często były uznawane za niebezpieczne, grożące faszyzmem. Eksponowano zakłamaną historię pogromu kieleckiego, wydarzeń w Jedwabnem, domniemanej kolaboracji Polaków z Niemcami w czasie II wojny światowej itd. . Ponadto przyczepiono nam łatkę antysemitów, co jest kompletnym absurdem. Skrajnym przykładem tego nurtu jest książka “Malowany Ptak” Kosińskiego, uznawana za opowiadającą autentyczne przypadki, a będącą projekcją chorej wyobraźni autora.

 Z historią się rozprawiono, a co z teraźniejszością? Odwraca się kota ogonem. Z tego, z czego możemy być dumni, robi nam się zarzut. Chodzi mi o to, że Polska pozostała krajem, co by nie mówić, wiernym tradycyjnym wartościom i katolickim. Trzeba przyznać że to dzięki przywiązaniu do rodziny i kościoła i wokół tych instytucji przetrwał nasz naród ponad 100 lat rozbiorów, wojnę, komunistyczną okupację. Zamiast chwalić, grzmoci się nas po głowach słowami-pałkami: nietolerancyjni, zdewociali, zasciankowi, ciemnogród. Co jakiś czas mówi się o ogromnych zagrożeniach jakimi są: homofobia, patriarchat, dyskryminacja, antysemityzm, sugerując wręcz, że wysysamy te rzeczy z mlekiem matki (sic!). Oczywiście wyolbrzymiając faktyczny stan, lub wręcz opierając się na kłamstwie.

 Za tak urobioną polskość podstawia się substytut - europejskość. Jesteśmy Europejczykami! Weszliśmy do Europy! Oczywiście tej Europy opartej o trzy filary: filozofię Rousseau, sprawiedliwość społeczną i moralność postępową. Porównuje się nasz kraj do zachodniej części kontynentu i stwierdza, że tam jest lepiej. Jest to prawda oczywista, ale ciężko, żeby było inaczej, z uwagi na przejścia historyczne, szczególnie w ostatnim stuleciu. I tak dochodzi się do wniosku, że nie trzeba budować tej Polski, skoro można stać się cząstką zbudowanej już Europy.

 Ten obraz polskości funkcjonuje w ludziach, utwierdzany przez “autorytety”. I być może z takim obrazem nie chcą się ludzie identyfikować, więc nie czują się zbytnio Polakami, jeżeli czują się nimi wogóle.

 Nadzieja, nie bezpodstawna, w przyszłych pokoleniach.

listopad 9, 2007

cierń

Kategoria wpisu: filozowanie, społeczeństwo — paniks @ 2:24 pm

 Czy ziemia jest płaska? Oczywiście, że nie, wszyscy wiemy, że jest okrągła. A jednak kiedyś ludzie myśleli, że jest płaściutka jak stół. Ten przykład jest często przywoływany jako dowód, że tezy głoszone współcześnie przez naukowców nie koniecznie muszą się sprawdzić w przyszłości. Chciałbym się jednak zastanowić, dlaczego kiedyś wszyscy przyjmowali takie błędne założenie? Pierwsza odpowiedź nasuwa się: dlatego, że tak podpowiadał im zdrowy rozsądek. Po prostu ufali swoim oczom i nie kwestionowali tego. Lecz gdyby to była rzeczywiście przyczyna, to i dziś większość była by zdania, że ziemia jest płaska. Otóż prawdziwy powód, który zdeterminował taką wizję naszej planety w ówczesnych umysłach, to fakt, że… nikt z tego błędu ludzi nie wyprowadzał, co więcej, byli oni w swym poglądzie utwierdzani.

 A teraz wyobraźmy sobie, że przenosimy się w czasy średniowiecza i wykładamy całą naszą wiedzę na temat kulistości ziemi przed przypadkowo zebranym tłumem. W najlepszym wypadku biorą nas za wędrownego błazna, w najgorszym, giniemy pod gradem kamieni, lub gorzejemy na stosie niczym węgielek w piecu. Dzieje się tak, ponieważ pewne rzeczy są tak głęboko zakorzenione w człowieczym światopoglądzie, że żadne argumenty nie są w stanie tego zmienić. Przynajmniej w wypadku większości, która utraciła umiejętność krytycznego myślenia. W dodatku, nic tak nie ugruntowuje ludzkich poglądów, jak ich podważanie. Gdy jakieś przekonanie jest kwestionowane, to jest to jeden z nielicznych przypadków, gdzie przeciętniak potrafi się wznieść na poziomy niespotykanego cynizmu i produkować setki najdziwniejszych sofizmatów, aby obronić coś w co wierzy, nie dopuszczając do myśli istnienia alternatywy.

 Tak też jak kiedyś i dziś ma to miejsce, tyle że dotyczy innych spraw. Takim cierniem, tkwiącym głęboko w świadomości społecznej jest , moim zdaniem, istnienie państwa opiekuńczego. Państwa, które “martwi się” o naszą przyszłość , nie pozwalając nam decydować za nas samych. Instytucji odbierającej nam część naszych pieniędzy, w zamian za “bezpłatną opiekę zdrowotną”, “bezpłatną edukację”, świadczenia społeczne, wreszcie za utrzymanie aparatu przymusu, który zapewni ściągalniość podatków na odpowiednim poziomie. W dodatku do steru tego okrętu dobierają się różne indywidua, serwując nam tragi-farsę, za co zresztą im płacimy. Ale istnienie państwa opiekuńczego jest dla ludzi absolutną koniecznością, a wszelkie zmiany, czy reformy moga mieć miejsce jedynie w ramach tej koncepcji.

 Ludzie z natury dążą do utrzymania zastanego stanu rzeczy, do zachowania statusu quo. Ludzie z natury wierzą w podawane im informacje. Ludzie z natury nie lubią przeciążać mózgu i przyjmują poglądy innych. Ludzie z natury upośledzeni są nieumiejętnością krytycznego myślenia wobec wpajanych im dogmatów. Tyczy się to większości oczywiście.

 Czy ziemia jest płaska? Nie, jest okrągła. Czy model państwa opiekuńczego jest jedyny i najlepszy? …

listopad 2, 2007

1 listopada

Kategoria wpisu: kultura, społeczeństwo — paniks @ 6:57 pm

 Dzień Wszystkich Świętych. Od zawsze go lubiłem. Jedyny chyba dzień w roku, gdy cmentarze wyglądają tak pięknie, pełne kwiatów i płonących zniczy, zanurzone w jesiennej aurze purpurowo-złotych liści. Noc co prawda chowa te kolory za kotarą ciemności, ale setki światełek spowite ciszą i mrokiem dają wtedy niesamowite wrażenie. Odwiedziny na grobach rodziny i znajomych, oprócz wrażeń estetycznych jakich przynajmniej mi dostarczają, zawsze są świetną okazją do rozmów o przeszłości, a często zdarza się także spotykać dawno nie widzianą familię, która przyjeżdża z dalekich stron, by uczcić pamięć zmarłych. Nie jeden raz mogłem dowiedzieć się ciekawych faktów dotyczących moich bliższych, jak również dalszych krewnych, zarówno tych którzy już odeszli, jak i tych którzy są wśród nas.

 Są to ważne aspekty 1 listopada, ale jednak nie najważniejsze. Sednem jest pamięć o naszych przodkach. Dzień ten pozwala zatrzymać się na chwilę w tym zabieganym świecie i pomyśleć właśnie o nich. To oni, nasi dziadowie i pradziadowie, pozwalają nam odnaleźć swoją tożsamość. Wydaje mi się, że współcześnie jest pewnego rodzaju trend do życia teraźniejszością i patrzenia w przyszłość, jakby odrzucając przeszłość. Dąży się do unifikacji ludzi i społeczeństw. O tym mówił między innymi Ryszard Kapuściński, wskazując na dwa przeciwstawne kierunki: globalizacja i kosmopolityzm z jednej strony, a próba zachowania tożsamości i kultury z drugiej, które ścierają się ze sobą. I to nie tylko teoretycznie, ale także na naszych oczach, co więcej, w nas samych! Na przykład walentynki, czy halloween to sympatyczne obyczaje, ale nie są „nasze”. Mamy tyle „swoich” zwyczajów, że nie potrzebujemy inkorporować nowych, szczególnie że głównym ich celem jest zarabianie pieniędzy… Dlatego ważne jest żebyśmy nie zapominali o tradycji i historii. Pielęgnujmy kulturę z której się wywodzimy, aby nie było tak, że kiedyś nasze dzieci na dzień pierwszego listopada będą stawiać znicze na jej grobie.

październik 27, 2007

Wszystkiego najlepszego:)

Kategoria wpisu: polityka — paniks @ 12:21 pm

 Dzień 27 października, imieniny Sabiny i Iwony, dla Polski data szczególna, bo jest to rocznica pierwszych wolnych wyborów do sejmu RP po roku 1945. Jest to również dzień urodzin wielu znanych postaci jak filozof Erazm z Rotterdamu, żeglaż James Cook czy reżyser Roberto Benigni. Także tego dnia, w roku 1942 urodził się Janusz Korwin-Mikke. Zatem wszystkiego najlepszego Panie Januszu :) Zapewne większość ludzi kojarzy jego twarz. Częstokroć uważają go za oszołoma, wariata, ewentualnie za błazna. I trzeba przyznać, że jego wypowiedzi bywają kontrowersyjne, a na pewno odmienne niż nakazywałaby poprawność polityczna. Jednak sporo z nich wynika ze zdrowo rozsądkowego myślenia, niebywałego oczytania i erudycji, a także z inteligencji i doświadczenia które cechują Pana Janusza Korwina-Mikke, w skrócie JKM (nie mylić z TKM). Myślę, że nawet jeśli nie darzy się tego człowieka sympatią, to warto poznać jego opinie. Odwiedzając jego bloga, do którego odesłanie znajduje się na tej stronie, natrafiłem na ciekawą wypowiedź, dla serwisu money.pl. Po wysłuchaniu tego materiału, przeciętnemu zjadaczowi chleba, pierwsze co przychodzi do głowy, to myśl że to jest jakaś niedorzeczność, że JKM snuje jakąś teorię spisku, nie warto się nawet nad tym zastanowić. Lecz znając trochę historię, czytając książki np. Suworowa, analizując niektóre współczesne poczynania państw, dochodzi się do wniosku, że dzieje ludzkości wielokrotnie udowadniały, że rzeczy nie do pomyślenia stawały się rzeczywistością. Stąd też obawa wyrażona przez Pana Janusza co do polityki międzynarodowej, moim zdaniem, nie jest kompletnie bezzasadna, co więcej, poparta interesującymi argumentami. Filozof, politolog amerykanski Francis Fukuyama postawił tezę, odwołując się do myśli heglowskiej, że nasze czasy, to koniec historii, że sytuacja na świecie jest na tyle stabilna, że nie dojdzie do poważnych zmian. Większość ludzi myśli chyba podobnie jak on, że nic już społeczeństwom, narodom i państwom nie grozi. Nawet rządzący wydają się skłaniać ku temu poglądowi, co prowadzi do małej ostrożności i dużego zaufania w dziedzinie stosunków międzynarodowych. Czy słusznie?

październik 23, 2007

Po wyborach

Kategoria wpisu: polityka — paniks @ 6:05 pm

No i akt demokracji się dokonał, przyspieszone wybory parlamentarne roku pańskiego 2007 można uznać za zakończone. Kiedy następne? A to już zależy od wielu czynników. Nie ma zresztą co się nad tym pytaniem rozwodzić, lepiej zanalizować sobie wynik tych niedawnych.

Zacznę moją subiektywną ocenę od frekwencji, która to była bardzo wysoka jak na nasze warunki, ponad 53%. W przeciwieństwie do większości komentatorów i rozpływających się w komplementach dla społeczeństwa (kampania wyborcza w demokracji jednak jest ciągła i trza się wyborcom podlizywać cały czas) polityków, nie uważam tego za jakiś sukces. Moim zdaniem oznacza to, że poszło do urn więcej osób które się w polityce niezbyt orientują. Osób zmanipulowanych przez liderów partyjnych i ich zauszników (żeby nie napisać przydupasów), pchniętych w objęcia komisjii wyborczych coraz bardziej profesjonalną, lecz mało rzeczową kampanią. Poza tym zawsze będą do mnie bardziej przemawiać i wyżej będę cenić głosy 250 doktorów ekonomii, niż głosy 2,5 mln przeciętnych obywateli. No ale w demokracji “rację” ma większość, a nie Ci co się na rzeczy znają. Czyli sukces demokracji. Brawo!

Co do wyborów, to gratulacje należą się trzem partiom: PO, PiS i PSL. Naturalnie Platformie za zwycięstwo, za dobrze przeprowadzony marketing w ostatnich 2 tygodniach przed 21 października. Tej formacji udało się wyczuć nastroje społeczne, a konkretnie znudzenie polityką wzajemnych oskarżeń. Myślę, że głównie jej zawdzięczamy taki tłok w lokalach wyborczych. Obietnicami i deklaracjami (Pana Tuska, nie Pani Sawickiej) pociągnęła za sobą ludzi którzy chcą mieć zachodnią Europę w Polsce. Co do PiS, mimo przegranej z PO, osiągnęło duży sukces. Co więcej, uważam że poprzednio odnieśli pyrrusowe zwycięstwo, niemożliwa wtedy okazała się koalicja z Platformą, a rząd z Samoobroną i ówczesnym LPR spowodował, że stracili w oczach ludzi. Dlatego też sądzę, że niewątpliwym sukcesem tej partii jest powiększenie swojego elektoratu. Jest to bodajże pierwszy przypadek, że udało się to rządzącym. Zastanawiając się “co by było gdyby…”, dochodzę do wniosku, że zwycięstwo wyborcze mogło by Prawu i Sprawiedliwości nawet zaszkodzić i być kolejnym pyrrusowym. Natomiast PSL dostała się do sejmu, z dość dobrym wynikiem, co prawda pociągnięta przez PO za sobą (zapowiedzią koalicji), ale również dzięki dość dobrze obranej taktyce i prawdopodobnie będzie współrządzić.

Kondolencje ślę również w stronę trzech partii, a raczej bloków partii: LiD, Samoobrona, LPR (Liga Prawicy Rzeczpospolitej). Z czystej arytmetyki wynikało że Lewica i Demokraci powinni osiągnąć 17% + bonus za wspólny występ, czyli około 20%. Okazało się, że stać ich zaledwie na trzynaście punktów procentowych. Ich elektorat się po prostu wykrusza, a chyba nie są w stanie przyciągnąć nowego, o poglądach lewicowych, gdyż nawet porządną partią lewicową ta składanka pseudosocjaldemokratów nie jest. Samoobrona była formacją protestu, stała się grymaśną rozwódką (po odejściu wielu członków). Była nijaka, więc istniała dzięki skandalom. Przyciągnięcie Millera, czy Wrzodaka nie pomogło. W sejmie tej kadencji jej nie ujrzymy, a i niewykluczone, że pożegnaliśmy się z nią na zawsze. Co mogę napisać o Lidze Prawicy Rzeczpospolitej? Na kandydata z jej listy, wywodzącego się z UPR zagłosowałem. Ten alians trzech partii, o liberalno-konserwatywnej twarzy, otrzymał łatkę populistycznej Ligi Polskich Rodzin sprzed 2 lat. Został zamilczany przez media (z wyjątkiem incydentu we Wrześni, którego kontynuacja ma miejsce przed sądem) i zakrzyczany przez inne partie. Internet okazał się zbyt mało skutecznym narzędziem w tej kampanii. Żałuję, że nie zobaczę żadnego przedstawiciela UPR w konstytuującym się niedługo sejmie.

Co na przyszłość? Czekam na liberalne reformy gospodarcze. Chodzi mi głównie o zmniejszenie obciążeń podatkowych, ułatwienie prowadzenia działalności gospodarczej, odbiurokratyzowanie, obniżenie kosztów działalności państwa, likwidacja wszelkiego rodzaju agencji i funduszy państwowych będących jedynie szeregiem stołków dla polityków (jak i obsadzane rady nadzorcze spółek z udziałem skarbu państwa). Ciekaw jestem efektów prowadzenia polityki zagranicznej. Także mam nadzieję na przynajmniej utrzymanie dobrej sytuacji w resortach siłowych. Z zainteresowaniem będę śledził zmiany systemowe wprowadzane przez rząd i oceniał ich wpływ na rzeczywistość. Życzę rządzącym jak najlepiej. Oczywiście odnosi się to do PO. Niech PiS będzie opozycją inną, niż ta z którą się męczyli przez minione lata, bardziej konstruktywną. Niech zachowa konserwatywną twarz i nie ucieknie w lewicowe poglądy na gospodarkę. Co z PSL? Ich program znacznie różni się od programu Platformy, a jednak chcą stworzyć koalicje z tym ugrupowaniem. Spodziewam się albo szybkiego jej rozpadu (koalicji), albo zupełnej bezpłciowości ludowców i utraty poparcia. Zarazem widzę pewną fenomenalność i niezatapialność PSL-u, co może spowodować, że partia ta porzuci swoje cele, a i tak pozostanie przy korycie. LiD-u nie darzę sympatią i… spodziewam się dalszego spadku wyników w następnych wyborach, a być może nawet nie przekroczenia progu 8%. Na opisywanie sytuacji Samoobrony szkoda miejsca. Liga Prawicy Rzeczpospolitej zapewne się rozpadnie. A UPR może znajdzie się w parlamencie już za kilka lat i będzie języczkiem u wagi między liberalną PO, a konserwatywnym PiS. Ale wiele zależy od tego jak będzie działać Unia Europejska, po przyjęciu traktatu reformującego, będącego odrzuconą konstytucją UE, pod zmienioną nazwą i okrojoną z kilku symboli dla niepoznaki. W jakim stopniu ta organizacja przejmie władze nad państwami członkowskimi i czy będzie dążyła do dalszej integracji politycznej? Czas i praktyka pokaże.

Starsze wpisy »

Blog at WordPress.com.